Mam takie wspomnienie z dzieciństwa, że w niedzielę zawsze leciał w telewizji western. Czy to klasyk z Johnem Wayne'em, czy serialowa "Bonanza" czy też "Domek na prerii" - zawsze musiał być jakiś western. Tę tradycję staram się kultywować w sobie - gdy tylko mam ku temu okazję - do dziś. A teraz okazja nadarza się nie lada, bowiem w najbliższy weekend wchodzi do polskich kin najnowszy film w reżyserii Quentina Tarantino. Twórca nie kryje swej miłości do tego gatunku i już po raz trzeci przypomina o jego atrakcyjności. A najpiękniejsze w tym jest to, że pan Tarantino szczególną estymą darzy nie hollywoodzki mainstream, tylko włosko-hiszpańskie exploitation (z amerykańskiej odmiany, najbliższe jego sercu wydaje się slavesploitation, czego dowodem jest poprzedni western Quentina "Inglorious Bastards"). Nie chciałbym uprzedzać faktów, bo seans "Nienawistnej ósemki" dopiero przede mną, ale coś mi się wydaje, że znajdzie się tam kilka nawiązań do "Podrzynającej gardła dziewiątki".
Podobno nie robi błędów tylko ten, który nic nie robi. Być może słowo błąd nie jest w tym wypadku w pełni adekwatne, ale skłamałbym gdybym stwierdził, że wszystkie moje projekty podjęte w 2015 roku były strzałami w 10.
Liczyłem na to, że w Święta uda mi się nadrobić zaległości w docieraniu starych kaset wideo. Nie myliłem się. Ten odcinek to podsumowanie ostatniej doby. I dodać muszę, że gdyby nie narzucone sobie ograniczenia (czyli cztery tytuły na raz) to znalazłoby się tutaj 6 filmów, bo właśnie tyle udało mi się od wczoraj obejrzeć. Mniejsza z tym. Zaczynamy!
Troszkę mi zeszło na dotarcie kolejnej czwórki. W międzyczasie dotarło do mnie blisko 100 następnych kaset, więc zaostrzyłem wymagania. Czy któremuś z powyższych filmów uda się przejść ostrą selekcję?
Wcale nie twierdzę, że kaseta magnetofonowa wraca do łask. Że powraca i to ku... w wielkim stylu jak winyl. Nie badałem rynku więc nie wiem, ale śmiem wątpić. Są jednak w błędzie ci, którzy twierdzą, że ten nośnik umarł bezpowrotnie.