sobota, 5 września 2026

BUNT - RIOT (1996)

"BUNT"

"RIOT" (1996)

reż. Joseph Merhi 

  Zazwyczaj, gdy mamy do czynienia z rankingami ulubionych filmów świątecznych (mam tu na myśli święta Bożego Narodzenia) czołówkę zajmuje "Kevin sam w domu", "Szklana pułapka" i "Witaj Święty Mikołaju". Nieco starsi widzowie dodaliby zapewne jeszcze "To wspaniałe życie" z 1946 lub "Białe Boże Narodzenie" z 1954 roku. Większość pomija niestety jak najbardziej świąteczny film akcji jakim jest "Bunt" z 1996 roku w reżyserii Josepha Merhi.

   Urodzony w 1953 roku w Syrii Joseph Merchi zanim rozpoczął działalność filmową był właścicielem sieci pizzeri w Las Vegas. W 1986 roku wraz z Ronaldem L. Gilchrist założył firmę produkcyjną City Lights. Panowie podzielili między siebie obowiązki: Merhi reżyserował, a Gilchrist był producentem. W 1989 założył wraz z kanadyjskim reżyserem i producentem Richardem Pepinem firmę PM Entertainment Group. Miłośnicy kina akcji okresu wypożyczalni kaset wideo powinni doskonale pamiętać logo firmy jak i oferowane przez nią produkcje z Lorenzo Lamasem ("Decydujące uderzenie", "Kryptonim Alexa"), Jeffem Wincottem ("Zakład o śmierć", "Ostatni twardziel") czy Donem "Smokiem" Wilsonem ("Pierścień ognia", "Elektroniczny łowca"). 

   Gary Daniels tworzy tutaj kumpelski duet z Sugar Rayem Leonardem, amerykańskim bokserem, mistrzem olimpijskim w wadze lekkopółśredniej na Igrzyskach w Montrealu w 1976 roku i siedmiokrotnym zawodowym mistrzem świata w pięciu kategoriach wagowych. Panowie dają popis swoich umiejętności (Daniels był na początku lat 90. mistrzem świata w kick-boxingu w wadze półciężkiej) staczając klasyczny pojedynek w barze z grupą rasistowskiej i homofobicznej drużyny softballowej.  

   Daniels wciela się w postać majora Shane'a Alcotta - komandosa SAS (elitarna jednostka specjalnego przeznaczenia Armii Brytyjskiej), który w Wigilię Bożego Narodzenia musi stawić czoła porywaczom, którzy uprowadzili córkę brytyjskiego ambasadora. Początkowo porwanie wydaje się dziełem przypadku - akurat w tym czasie na ulicach Waszyngtonu odbywają się zamieszki powstałe w wyniku zastrzelenia przez policjantów trzech bogu ducha winnych nastolatków, którzy zostali wzięci za członków gangu i odstrzeleni na miejscu (typowa policyjna amerykańska robota). Niebawem okaże się, że stoi za nim grupa terrorystów z IRA, która użyła czarnoskórych ulicznych gangsterów jedynie dla niepoznaki. 

   I tak oto film z napięciami rasowymi w Ameryce bliźniaczymi do tych, które miały miejsce po ogłoszeniu wyroku uniewinniającego dla białych policjantów, którzy prawie na śmierć skatowali czarnoskórego Rodneya Kinga w 1991 roku, zmienia się w konflikt między Anglikami i Irlandczykami. Warto tutaj dodać, że w przywódcę terrorystów wcielił się Patrick Kilpatrick.

   Choć filmowi można zarzucić luki fabularne i papierowe postaci to z pewnością na wysokości zadania stanęła ekipa pirotechników i kaskaderów: koordynator i kaskader Spiro Razatos z imponującym dorobkiem blisko 200 tytułów, wśród których znajdziecie m.in. "Komando", "Niezniszczalnych" czy "Szybcy i wściekli 5-10", Rick Avery - etatowy dubler Roberta De Niro w scenach kaskaderskich mający na koncie ponad 450 filmów, Jeff Dashnaw (zaczynał od "Mistrz kierownicy ucieka 2", a w dorobku ma m.in. "Terminatora", "Zabójczą broń", "Liberatora" i ponad 200 innych, w większości A-klasowych tytułów) czy Chad Stahelski - reżyser serii "John Wick" - że pozwolę sobie wymienić jedynie kilku z blisko 50 zatrudnionych przy "Buncie".

   Oczywiście "Bunt" nie jest wolny od różnego typu głupotek, scen zmierzających donikąd, wątków, które nie doczekają się rozwinięcia lub zamknięcia. Nie przeszkadza to jednak w dobrym odbiorze filmu, który nie aspiruje do bycia niczym więcej jak tylko półtoragodzinnym zastrzykiem adrenaliny. Tylko tyle i aż tyle, bo "Bunt" dowozi do końca seansu i nie pozwala widzowi się nudzić.

“Just call me Santa Claus.” mówi Shane pokazując walizkę pełną pieniędzy.

“Well ho ho ho, motherfucker.” odpowiada Blaze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz