sobota, 12 września 2026

WIĘZIEŃ HOLOGRAMU - HOLOGRAM MAN (1995)

 WIĘZIEŃ HOLOGRAMU (1995)

HOLOGRAM MAN

reż. Richard Pepin

   Wyreżyserowany przez połowę duetu PM Entertainment Group, tym razem przez pana z nazwiskiem na literę "P". Richard Pepin rzadziej podejmował się reżyserowania produkowanych w ramach spółki  filmów od Josepha Merhiego. "Więzień hologramu" jest jego piątym filmem. Trzeba jednak przyznać, że panowie z podobną swadą podchodzili do swojej pracy. 

   Fabularnie mamy do czynienia z nieślubnym dzieckiem "Człowieka demolki" i "Kosiarza umysłów". Oto bardzo niebezpieczny terrorysta, Slash Gallagher, zostaje schwytany przez początkującego policjanta Kurta Decoda. Karą dla przestępcy ma być oddzielenie jego umysłu od ciała i przetworzenie go na hologram, który ma zostać poddany komputerowej resocjalizacji. Niestety, celowo wywołana awaria sprzętu umożliwia Slashowi ucieczkę w postaci właśnie hologramu. Jak nietrudno się domyślić w pogoń za nim rusza jego dawny pogromca - Kurt Decoda, początkowo jako człowiek, ale ostatecznie także jako hologram. 

   Obsada "Więźnia hologramu" prezentuje się całkiem ciekawie. W roli nieustraszonego policjanta Kurta Dacody możemy podziwiać Joe'ego Larę, czyli pamiętnego serialowego "Tarzana na Manhattanie". W roli jego zwierzchnika występuje John Amos (z pewnością najbardziej kojarzony jest z ról w filmach "Książę w Nowym Jorku", "Szklana pułapka 2" i być może "Rykoszet"). Michael Nouri ("Flashdance", "Ukryty" i "Kapitan Ameryka", ale ten z 1990 roku w reżyserii Alberta Pyuna) wcielił się w śliskiego polityka Edwarda Jamesona. Williama Sandersona na pierwszy rzut ucha kojarzyć pewnie nie będziecie, a jak zobaczycie pana i zestawicie go tymi tytułami, to z pewnością pójdzie lepiej: "Łowca androidów", "Oni czasem wracają", "Klient". Etatowy czarnoskóry twardziej Tom Lister Jr. ("Wszystkie chwyty dozwolone", "Piątek", "Jackie Brown"). Nie wspomniałem jeszcze o odtwórcy roli Slasha Gallaghera. Evan Lurie (nie mylić z kompozytorem o tych samych personaliach) sztuk walk nauczył się w Europie. Po powrocie do USA zatrudnił się jako wykidajło w klubie Roxbury w Los Angeles. Przygodę z filmem rozpoczął od "Podwójnego uderzenia" z Jeanem Claude Van Damme'em. Przez kolejne 6 lat grywał średnio w dwóch filmach rocznie. Niestety kontuzja odniesiona na planie filmowym pokrzyżowała dalszą karierę.

    Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Evan Lurie wraz z żoną Jennifer, aktorką i modelką, otworzył galerię sztuki w Zachodnim Hollywood, przyczyniając się tym do rozwoju nowej dzielnicy - Avenues of Art and Design - która zdobyła nagrodę gubernatora Kalifornii dla najlepszej nowej dzielnicy biznesowej. Następnie połączył siły ze swym bratem, Bruce'em (który przed laty zorganizował pierwszą wystawę prac Jeana-Michaela Basquiata), przy tworzeniu galerii w Miami. Władając biegle pięcioma językami łączy artystów z całego świata z kolekcjonerami sztuki. Sprawdźcie Evan Lurie Gallery w Carmel, niedaleko Indianapolis.

 Obok całkiem spektakularnych scen akcji ma tutaj też troszkę głupotek, np. gdy Natalie na hologram Kurta Dacody nakłada sprayem sztuczną powłokę, a później się z nim kocha. Efekty komputerowe nie są najwyższych lotów, ale dawkowane są na tyle umiejętnie, że nie męczą one widza. Paradoksalnie, dzisiaj efekty komputerowe osiągnęły doskonałość, a przeładowane nimi filmy potrafią bardziej zmęczyć niż te sprzed 30 lat. Wówczas twórcy wiedzieli, że nie wypadają one tak dobrze jak sami by sobie tego życzyli, więc potrafili odpowiednio je dozować.

  Kolejna epizod przygody z PM Entertainment zakończony ukontentowaniem. Bawiłem się lepiej niż na współczesnych produkcjach kręconych na zamówienie Netflixa czy Amazon Prime. W następnym odcinku "T-Force" czyli "Rebelianci" jak przetłumaczył tytuł polski dystrybutor wideo firma "Vision".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz